Cześć,
na wstępie chcę przeprosić wrażliwe osoby za słownctwo *
no jest źle. Było już tak dobrze. Zaczęłam żyć bez obsesji. Żadnej obsesji, a sporo ich mam, np. dieta, ćwiczenia, nienaganny wygląd aż do liczby godzin nauki, czy sprzątania by być "produktywnym". Tak wiem, jestem cholernie toksyczną osobą. Perfekcjonizm pomógł mi wyjść z cięzkiej depresji, ale za to wpędził mnie w inne "małe obsesje". Nie panikuję jak czegoś nie zrobie, ale czuje ogromny dyskomfort na psychice, i muszę to zrobić by się pozbyć. Trawi mnie od wewnątrz, aż przegrywam. Nawet najmniejsza pierdoła typu "nierówno dana serwetka na stole" doprowadza mnie do wewnętrznego szału.
Możliwe, że chcąc mieć porządek, ład wokół siebie, mam namiatkę tego, co chce mieć w głowie. A na razie mam jedno wielkie s&it.
DEPRESJA. Znajome nam, zwłaszcza "motylkom" to słowo. Zasrana depresja. Jak ja kurwa jej nienawidzę. Nie zrozumcie mnie źle, ale jestem egositką. Ogromną egoistką. Liczy sie tylko moje zdrowie psychiczne, i osób na których mi zalezy. Jestem wredną suczitą. Stałam się naprawdę oschło-wredna dla ludzi, którzy mi się nie podobają. Nowy sposób na radzenie siobie z debilami, i emocjami, którymi nie brak mi w życiu. Ja pierdole. Wyobraźcie sobie, że zaczyna się układać Wam, macie pracę (okazjonalnie jako niania 💓), spełniacie marzenia, rozwijacie się, w związku układa się, zaczynasz normalnie żyć, a bardziej cieszyć się życie, a tu JEB. JEBANA DEPRESJA. TA *URWA DOPROWADZIŁA MNIE DO STANU, GDZIE NIKOMU NIE ŻYCZĘ
Stoisz na moście. Masz nieodparte uczucie poczucia nicości, pragniesz tego. Lecz przeplatane adrelaliną. Wychylasz się. Czujesz to, masz to. Robi się niebezpiecznie, ale kochasz to. I ta myśl, "skacz, po prostu skacz". I budzisz się z myślami, co ty odpierdalasz. To sen. Tylko sen. A chciałabyś, by była rzeczywistość.
I tak kurwa mam. Świetnie. Wiecie co jest najgorsze? Że nie chcę tego wcale. CHCĘ ŻYĆ. NIE MAM POJĘCIA SKĄD MYŚLI SAMOBÓJCZE. Domyślam się, że jestem przebodźcowana. Ratowałam przyjaciela od śmierci (chcianej, ale tak naprawde nie) samobójczej. Zapierdol na uczelni, u rodziców to samo. Wojna, śmierć, niepokój, strach o życie bliskich. To moje życie. Wiem, nie jestem instytucją charytatywną, by non stop pomagać, ale nie potrafię odmówić. Czuję te emocje osoby, że potrzebuje wsparcia. Tak jak ja kiedys, tylko że ne dostałam tego, bo nikt nie zauważył bądź nie chciał widzieć...
shit, aż się rozkleiłam
Chciałam nic nie czuć. Wiecie jak to jest, dosłownie nic. Jakby się system zawiesił. I tak trwasz bez emocji, bez niczego. Jak to kurwesko uzależnia. Nie da się tego wyrazić inaczej.
Więc durna ja uciekam do alkoholu, by nic nie czuć. Nosz kurwa IDIOTKA. Nie mogę powiedzieć inaczej. WIEM, ŻE TO MI SZKODZI I ZABIJA. Na szczęście niewielka ilośc starczy, bym się, jak jestem sama "wyłączyła". To nie alkoholizm, spokojnie. Okazjonalnie pije, i przeważnie wina. Ale faktem jest to, że szukam ucieczki od emocji. I to mnie przeraża. Chcę czuć nicość. CHCĘ NICOSCI, CZY PROSZĘ O TAK WIELE?!
Albo jointy/papierosy z cbd. Ja się naprawdę niszczę na własne życzenie. Ja nie umiem inaczej. Jestem zjebana. Nie pomaga mi już największa moja broń- sen. Wiecie co, ja lubię swoje życie jakie teraz mam. TO SKĄD TE JEBANE MYŚLI, CZEMU CHCE SIĘ KRZYWDZIĆ, I ZA CO? To nie te czasy, gdzie karam się za jedzenie, a to tego zaraz przejdziemy.
Mam flashbacki z życia ze starymi. Ja pierodle, nie moze byc normalnie choc przez 1 MIESIAC. O TAK NIEWIELE PROSZE. Wywołuje u mnie strach, panikę. Przytrafia się to w nocy, dzień, wszędzie. Zeszlam na te tematy po randce z chłopakiem. Martwi mnie to, że on podobnie przeżywa coś wewnątrz, ale boi się powiedzieć. Wiem, że to związane z rodziną. Też ma pojebaną, ta myślę. Zastanwiam się, czy też, tak samo jak ja nie chciał sobie życia odebrać, czy coś podobnego. Nie chcę by się męczył sam. Chcę mu pomoć. Bo i tak sama sobie nie umiem...
a tak kurwa strasznie chce. PRAGNE ZYC SZCZESLIWIE, A NIE RYCZEC Z BYLE POWODU ALBO BEZ. BOJE SIE STRATY BLISKICH, BOJE SIE ZRAZNIEN, BOJE SIE, ZE TO GDZIE ZYCIE, JAK ZYJE I Z KIM TO JEBANA ILUZJA.
Że obudzę się, i okaże się, ze znów żyję w pokoju u matki, gdzie znów za niezłożoną jej sposobem koszulę nawrzeszczy na mnie, bądź pobije.
Dawno się tak nie upłakała przy poście, jak teraz.
Może życie to jedna wielka niewiadoma, co jutro przyniesie. Przynajmniej jem BEZ WYRZUTÓW. Ale i tak mało, bo dobijam do 1500 kcal, przy mojej dziennej aktywności spalam 300 kcal bez siłki, a z o wiele więcej, to za mało. Ale nie o to chodzi, a o fakt, że waga ponownie stała się nieodłącznym elementem mojego życia. Wyznacznikiem sukcesu i porażki.
Znów pro-ana shit odnalazło miejsce w moim życiu. Kurwa. Jest to tak obciążające. Nie ważę się codziennie, nie mam jakiegoś silnego przymusu. I cieszę się z tego, to dobry krok. Ale jak się ważę, a muszę, to wtedy definiuje mi cały mój dzień, mood. Często ryczę jak widzę cyferki. Chcę być zdrowa, odrzucam niezdrowe wzorce proana. Ja mam do kurwy nędzy żyć, a nie być chuda, bez energii do pracy życia. Na chuj mi ta cała idealność, skoro będę w szptalu pod kroplówką. I co z tego, jak zasady pro-ana w życiu stosuję. Wiele z nich jest okej, a wiele nsizczy mnie. Też zrozumiałam jedną rzecz- nie wylicze ile dokładnie spale, ile kcal jem. Wieć nie ma już liczenia kęsów, co do grama. Cieszę sie, to mój mały sukces. Z radością zjadłam pizze z chłopakiem <3 !
Ale co z tego, jak tylko się komfortowo czuje jedząc przy Nim. Inaczej, potrafię sobie jeść, a nagle staje jedzenie w gardle. Czujesz, że odlatujesz. Brakuje Ci tlenu, myśli, boże ja umieram? Nie, nie umieram. I nawet ci nic nie stanęło. Tylko tak sobie wyobrażasz to. Bo za dużo kalorii. KALORIE. JEBANE KALORIE.
Potem i tak dojadam, ale po czasie. I tu jest problem, bo zdarzyło się raz, przy chłopaku. Nie wiedział co się dzieje, był przerażony. A mnie było okropnie wstyd, że:
- poddałam się temu
-i widział to
i wie jaką ma przyjebaną dziewczynę
SUPER. Często czuje się niegodna Jego, ze niszczę swoimi problemami, myślami i historią życie.Ale z drugiej strony on mnie kocha taką, jaka jestem. Część mnie zna, i te najciemniejsze strony jak ana. Mam dysonans. Ponownie.
Istny rollercoaster emocjonalny. Zaparzę se kawkę, a wieczorem herbatkę miętową. Muszę sie wyciszyć, tylko że nie umiem już. Mam tyle myśli na minutę, ze nie umiem nieyslec. Tylko jak spie, ale wylacznie jak jestem przemeczona.
Pod koniec, dobre jest to, ze widze. Dostrzegam problem. Tylko jak z tym walczyc, skoro pojawia sie znikąd, i na dodatek bez powodu! Nikt mnie tutaj nie bije, szanują mnie, spędzam czas ze znajomymi, dobrze się uczę, dbam o wygląd, rozpoczęłam wewnętrzny glow up, zewnątrz też, dbam o moje zdrowie, TO CO KURWA JEST NIE TAK, ŻE TE MYŚLI SĄ
Nawet już ciężko mi się medytuje, ale powróce. Muszę. Psychika mi nie siądze. Proszę...
A z pozytywów zaczęłam oglądac Euphorię, tak dopiero teraz haha gdzie 2 sezon wyszedł, od 1 odcinka 1 serii, i mega mi się podoba. Jakbym po części widziała siebie w Cassie, Maddy, Nate, Kat...
WŁAŚNIE, NATE. Przypomniałam sobie, przypałętał się następny problem. Nie okaleczam się, ale mam problem z agresją. Reaguję agresywnie, mam naprawdę ochotę komuś wpieprzyć bez powodu. AHH nie trawię tego. Dlatego wyżywam się na poduszkach. Fajnie. Mam sposób na to. Tylko co z tego, jak nie umiem odpowiedziec na pytanie skąd ta agresja.
A i te obrazki są z pinteresta, niestety autora nie znam. I kolejna rzecz. Bóle głowy, okropne bole mam, zimne dłonie, samoistne kilkusekundowe paraliże. Coś się dzieje, nie wiem co. Keep calm baby. To jest mój klucz.
Długi wywód dałam haha, jak dotrwałyście/liście to dziękuje bardzo. Miłego dnia kochani/ane. Jesteście cudowne <3
W sumie chyba jako autoterapię wywaliłaś to z siebie. To tez ważne. Ty bierzesz teraz jakieś leki na nastrój? Może warto przy takim dole. Co do tego rysunku, znam każdy jeden z tych objawów, tylko nie wiedziałam, że one wszystkie mają źródła w psychice (tzn o migrenach i zębach wiedziałam)
OdpowiedzUsuńHej, nie biorę nic typowo na nastrój, może powinnam... skonsultuje to z moim terapeutą i lekarzem, zobaczę co powiedza
Usuń